Przytrzymujemy drzwi wejściowe, drzwi windy, jeżeli mamy je w swoim budynku: osobom starszym, kobietom – gdy przy windzie znajdzie się chłopak, czy mężczyzna. Osobom na wózkach lub z wózkiem, albo dużymi pakunkami – to już bez względu na płeć i wiek. Jadąc windą nie wyrzucamy opakowania od papierosów (uwaga w windach i na klatkach schodowych obowiązuje już powszechnie zakaz palenia papierosów!) na podłogę windy. Dotyczy to także gumy do żucia, papierków po waflach, cukierkach, patyczków do lodów i czego tam jeszcze…
Rodzice w bezstresowym wychowywaniu dzieci tracą zdrowy rozum i nie zwracają uwagi na to, że ich pociecha rzuca pod nogi, co popadnie, a w poczuciu „własności” potomstwa (dzieci wychowujemy nie dla siebie, wychowujemy je dla nich samych, ich obecności w życiu także bez nas), warczą na każdego, kto śmie zwrócić berbeciowi uwagę… Zastanawiam się, czy tolerują u siebie w mieszkaniu rzucanie odpadków na podłogę, na dywan, przyklejanie do lustra, stołu, krzesła wyzutej gumy? Dlaczego w domu ma być porządnie, ale dojście do mieszkania może wyglądać jak chlew, przy czym – dobry gospodarz i chlew ma wymuskany!
Tu jeszcze moment dotyczący odniesienia naszego do tego, co poza drzwiami naszego mieszkania. Śmieci wyrzucane są niestety nierzadko już przez okna, pozostawiane w windzie, lub na schodach ewakuacyjnych, wyrzucane byle jak, bez ich segregowania (a przecież mamy już stosowne do tego pojemniki), wreszcie – to czynią najczęściej mieszkańcy wilii!), wywożenia ich do lasu. Do tego niedopałki, puszki, papiery na chodnikach. Bo łatwiej rzucić coś pod nogi, wyrzucić peta za szybę samochodu, niż za chwilę podejść do kosza na śmieci. Podobnie z psimi odchodami. Sprzątanie po swoich pupilach traktujemy jak ujmę na honorze!
Brak wyobraźni? Wygodnictwo, które mści się totalnym śmietniskiem w każdym miejscu, w którym się znajdziemy. Kto zaśmiecił ten park? Jak obrzydliwie brudny jest ten las! TO MY SAMI jesteśmy tego sprawcami.
Jeżeli bardzo się spieszymy i wbiegamy do windy nie czekając na innych, co nam szkodzi włączyć przycisk przywołujący następną kabinę? Jest porzekadło: Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe. Przypomnijmy więc sobie, co czujemy, gdy ktoś nam
nagle przed nosem zatrzaskuje jakiekolwiek drzwi.
Wyjeżdżając samochodem z garażu, parkingu, z osiedlowej uliczki, znajdując się na ulicy z pierwszeństwem przejazdu, też myślmy o otoczeniu. O pieszych, o drugim kierowcy. Przewidujmy ich zachowania. Korki i kraksy biorą się przede wszystkim z braku przewidywania tego, co może się za chwilę wydarzyć, z braku chęci obserwacji i wyczucia, braku empatii, wczuwania się w drugiego człowieka. Gdy patrzę na zatkane skrzyżowania i widzę te wszystkie samochody, które się tu w ostatniej chwili byle jak wepchnęły… Potem ani w lewo, ani w prawo, ani do przodu, ani do tyłu. Nawet gdy nadjeżdża na sygnale karetka, straż…
W tramwaju, w autobusie należy ustąpić miejsca kalekim, kobietom w ciąży, ludziom starszym. Pomagamy przy wejściu wnieść wózek, większy bagaż, albo w ogóle wejść do wagonu, tym którzy są o kulach, ociemniałym, czy mającym jakikolwiek problem z poruszaniem się.
Rozmowy publiczne winny być stonowane. Bez przekleństw, wulgarnych słów. Bez operowania nazwiskami, ocenami konkretnych osób. Podobnie ze słuchaniem muzyki. To, że mamy wetknięte w uszy słuchawki, nie zwalnia nas od myślenia o innych. Komuś obok z różnych względów (zły stan zdrowia, żałoba, itp.) może nie odpowiadać niosący się z naszego aparatu rytm. Przywróćmy powszechność posługiwania się słowami „proszę” i „przepraszam”. Gdy chcemy wejść w głąb pojazdu, albo przejść do wyjścia z niego, nie taranujmy współpasażerów łokciami i naszym bagażem. W każdej sytuacji, przy każdych drzwiach pierwszeństwo ma osoba wychodząca.
Krzysztof Kieślowski nagabywany swego czasu o nasze wejście do Europy skwitował to słowami: „Wchodząc do Europy, trzeba mieć czyste buty”. Dokładajmy starań do naszego wyglądu, myjmy się, czyśćmy ubranie. W środkach lokomocji miejskiej, ale nie tylko tam, każde niechlujstwo jest bardzo dla otoczenia dotkliwe. Poza tym pamiętajmy: „Jak cię widzą, tak cię piszą”, a więc tak oceniają, tak plasują w życiu. Pierwsze wrażenie jest tym, które rzutuje na ocenę nas przez innych. Zatem, gdy jesteśmy zmierzwieni, gdy cuchnie nam z ust, mamy lepkie dłonie, zadeptane buty, od razu budzimy rezerwę, oddalenie się od nas potencjalnych znajomych, sprzymierzeńców np. w interesach.