Dżentelmeni są przyzwyczajeni do przepuszczania kobiet przodem, gdy przechodzą przez drzwi. Odstępstwo od tej reguły obowiązuje – i to od stuleci – przy wchodzeniu do restauracji. Powód tej dziwacznej z pozoru sprawy jest prosty: przed wiekami traktiernie, zajazdy i gospody nie były bezpiecznym miejscem. Wkraczając pierwszy, mężczyzna brał na siebie ewentualne ciosy podpitych gości, a także chronił swoją damę przed gęsto latającymi w powietrzu kuflami i pucharami. Ta ochrona pań została zwyczajowo zachowana do dzisiaj. Należy więc prowadzić partnerkę aż do samego stolika. Chyba że przy wejściu wita nas kelner bądź szef sali, który pilotuje gości na miejsce. Wtedy mężczyzna maszeruje na samym końcu. Kiedy opuszczamy restaurację, sytuacja się zmienia. Pierwsza wychodzi kobieta, a za nią jej partner. Jeżeli biesiadowała większa liczba osób, można wychodzić, bądź przepuszczając wszystkie panie przodem, bądź przemiennie – kobieta, mężczyzna, kobieta, mężczyzna itd.
Archiwum autora dla Bartłomiej Speth
Pani przodem, pan przodem
Zapraszamy
Gości na przyjęcie zapraszamy osobiście lub telefonicznie, co najmniej tydzień wcześniej. Uprzejmy gospodarz uprzedza zapraszanego, kogo się spodziewa. Małżeństwa zapraszamy zawsze razem. Jeśli ktoś ma narzeczoną lub sympatię, wypada zaprosić ich razem. Jeżeli z różnych względów nam to nie odpowiada, należy znaleźć elegancką wymówkę. Nie wypada przyjąć zaproszenia i nie przyjść – to znak lekceważenia gospodarza. Jeżeli jednak coś nam wypadło i nie możemy przyjść, musimy zawiadomić zapraszających. Zawsze podajemy godzinę rozpoczęcia przyjęcia, a goście powinni być punktualni. Dopuszczalny jest kwadrans spóźnienia. Pamiętajmy, by rzadko u nas bywającym przypomnieć adres. Gdy zapraszamy na tzw. kawę, starajmy się, by to była godzina popołudniowa, nie przeciągajmy spotkania w nieskończoność. Podajemy kawę, coś słodkiego, ewentualnie alkohol. Nawet niezobowiązujące spotkanie wymaga przygotowania stołu. Niezbędny jest czysty obrus, kwiaty w wazonie.
Przy stole
Sporą część życia spędzamy przy stole. Jeśli chcemy, by uważano nas za ludzi kulturalnych, musimy pamiętać, jak się przy nim zachowywać.
- Należy siedzieć prosto i podnosić potrawy do ust. Nie wolno pochylać głowy nisko nad stołem, zbliżając ją do talerza.
- Łokcie należy trzymać wąsko przy sobie, nie szturchając sąsiadów.
- Sztućce w przerwie jedzenia należy krzyżować na talerzu. Na koniec kładziemy je złożone równolegle na talerzu. To znak (nie tylko dla kelnera), że skończyliśmy jeść.
- Kieliszki z winem należy trzymać za nóżkę, nie za czaszę.
- Każdy pije według własnych upodobań (i możliwości). Nie wolno nikogo nadmiernie zachęcać do picia alkoholu.
- Toasty wznosi się między daniami.
- Czeszemy się i szminkujemy w osobnym pomieszczeniu, nigdy przy stole.
Zadajemy dziś fundamentalne pytanie: kiedy, w świetle savoir-vivre’u, mężczyzna płaci za kobietę, a kiedy nie? Odpowiedź na nie jest jednoznaczna, chociaż złożona.
Nie ma znaczenia, że coraz więcej kobiet dorównuje mężczyznom pozycją społeczną i zarobkami – poniższych zasad to nie dotyczy, gdyż rzecz jest z dziedziny honoru, a nie zasobności portfela. I zawsze jest dobrze, kiedy nie wychodzisz na faceta z wężem w kieszeni – Sknerusa McKwacza.
Jeśli znajomość ma perspektywy, inwestuj w przyszłość, bo inaczej kobiecie zamajaczy zawczasu, że będziesz ja wysyłał na drugi koniec miasta po chleb, który tam jest o 20 groszy tańszy.
- Mężczyzna płaci za kobietę zawsze, kiedy ją zaprasza. Kropka. Czy to będzie bar mleczny, kino, zakupy, ekskluzywna restauracja czy lodowisko – on zaprasza, on płaci.
- Bywa jednak tak, że decyzja o wyjściu zapada wspólnie. Wówczas mamy do czynienia nie z zaproszeniem, ale postanowieniem dwóch równorzędnych stron. W efekcie każdy płaci za siebie.
- A co zrobić, jeśli kobieta chce być zaproszoną i nie mówi o tym wprost, tylko delikatnie sugeruje? Wówczas możemy, ale nie musimy jej ulec. Zaproszenie jest aktem wyboru. Jeśli chcemy, zapraszamy, będąc świadomi wiążących się z tym konsekwencji. Jeśli jesteśmy zaś do tego przymuszani, to radzimy ostrożność w kontaktach.
- Kiedy planowaliśmy tylko kino i kawiarnię, a dochodzi jeszcze pub, spacer i inny pub, może dopaść nas chwilowy brak środków i wówczas trzeba o tym otwarcie powiedzieć. Można przyjąć, że kobieta zapłaci za siebie (nigdy za dwoje!) albo odpuścić – jutro przecież też jest dzień.
- Sama czynność płacenia zawsze należy do panów. Gdy kobieta chce zapłacić, powinna przekazać pieniądze mężczyźnie, by to on rozliczył się z kelnerem. Chyba że w grę wchodzi karta. Wtedy trudno wyręczyć kobietę – choćby ze względu na tajny przecież numer PIN-u.
- W szatni mężczyźni płacą szatniarzowi, odbierają okrycia i podają paniom. Szacunek dla kobiety, dobre wychowanie i męski honor, tak naprawdę, są bezcenne.
Dla obywatela
W Polsce nadal pokutuje poczucie wyższości urzędnika nad petentem, jego przekonanie, że „on tu rządzi” (ostatnio usłyszałam taki zwrot z ust konduktorki w pociągu…). Nie. Państwo, a więc i jego przedstawiciele w różnych agendach państwa są dla obywatela. Urzędnik, konduktor, policjant, sprzedawca i kto tam jeszcze ma być pomocnikiem, przewodnikiem, po powierzonych mu obszarach działań na rzecz zgłaszającej się do niego osoby. Nawet kiedy jest ona podenerwowana, niezdecydowana, źle skierowana, itp. Trzeba powściągnąć swoje emocje i rzeczowo, grzecznie, niekiedy – tak to prawda, trzeba działać stanowczo, jednak i wtedy taktownie. Wyzbądźmy się wreszcie wzajemnej wobec siebie niechęci, pogardy. Prawda bowiem jest właśnie taka, że cechuje nas wzajemne lekceważenie siebie, poczucie wyższości, nieuzasadnionej zawiści. Większość z nas czuje się nie na swoim miejscu. Frustracje powodują niepotrzebne napięcia, ową – wspomnianą już wcześniej – wzajemną agresję. Opanujmy swoje negatywne emocje.
Życie biurowe
Życie biurowe, to u nas ciągle jeszcze często rozwlekłe prywatne rozmowy telefoniczne, kawki, a nawet śniadanko na blacie biurka, na tym też liczne ozdóbki, z całą serią rodzinnych zdjęć, no i… te biurowe imieniny…
Na biurku winny znajdować się tylko dokumenty dotyczące spraw nam powierzonych. Na kawę i posiłki są wyznaczone miejsca. Telefony (poza przypadkami losowymi, gwałtownymi w życiu sprawami), winny być telefonami służbowymi. Dzwoniąc, lub odbierając telefon – przedstawiamy się wyraźnie: imię nazwisko, funkcja. Prowadzimy rozmowę uprzejmie, wyważenie, wyczerpująco w kwestii naszych kompetencji.
Podanie dłoni
Rękę pierwszy podaje przełożony, dalej – kobieta mężczyźnie (pocałunki dłoni „wychodzą z mody”, ale jeżeli już mężczyzna decyduje się ucałować dłoń kobiety, to – pochyla do niej głowę, w żadnym wypadku nie c i ą g n i e dłoni kobiety do swoich ust!!!), starszy młodszemu. Uścisk dłoni winien być umiarkowany, zdecydowany. Koszmarne, odrażające są te „lejące się”, wiotkie podania ręki. Bardzo niemiłe są uściski „zgniatające” dłoń witanej osoby.
Ubiór
Ubranie, a u pań także makijaż i biżuteria, musi współgrać z okolicznościami, w których dana osoba występuje. Epatowanie ciałem: odkryty biust, brzuch, nogi po pośladki, jest wyzywające, a niekiedy i wulgarne! Wiele firm stawia już w tym względzie określone, stanowcze wymogi.
Przekraczając próg firmy, bez względu na funkcję, mówimy dzień dobry Znam panią dyrektor, która kazała portierom wstawać i mówić sobie „dzień dobry”, gdy przed nią rozsuwały się drzwi wejściowe. Absurd. Zasada jest oczywista – dzień dobry mówią wchodzący do firmy, do windy, do pokoju.
Gdy spotykamy się na korytarzach – podwładny mówi dzień dobry przełożonemu, bez względu na wiek i płeć. Jakkolwiek nic się nie stanie, gdy to szef będzie tak miły i zechce swoich pracowników pierwszy ciepło przywitać.
Ogólne zasady zachowania
Przytrzymujemy drzwi wejściowe, drzwi windy, jeżeli mamy je w swoim budynku: osobom starszym, kobietom – gdy przy windzie znajdzie się chłopak, czy mężczyzna. Osobom na wózkach lub z wózkiem, albo dużymi pakunkami – to już bez względu na płeć i wiek. Jadąc windą nie wyrzucamy opakowania od papierosów (uwaga w windach i na klatkach schodowych obowiązuje już powszechnie zakaz palenia papierosów!) na podłogę windy. Dotyczy to także gumy do żucia, papierków po waflach, cukierkach, patyczków do lodów i czego tam jeszcze…
Rodzice w bezstresowym wychowywaniu dzieci tracą zdrowy rozum i nie zwracają uwagi na to, że ich pociecha rzuca pod nogi, co popadnie, a w poczuciu „własności” potomstwa (dzieci wychowujemy nie dla siebie, wychowujemy je dla nich samych, ich obecności w życiu także bez nas), warczą na każdego, kto śmie zwrócić berbeciowi uwagę… Zastanawiam się, czy tolerują u siebie w mieszkaniu rzucanie odpadków na podłogę, na dywan, przyklejanie do lustra, stołu, krzesła wyzutej gumy? Dlaczego w domu ma być porządnie, ale dojście do mieszkania może wyglądać jak chlew, przy czym – dobry gospodarz i chlew ma wymuskany!
Tu jeszcze moment dotyczący odniesienia naszego do tego, co poza drzwiami naszego mieszkania. Śmieci wyrzucane są niestety nierzadko już przez okna, pozostawiane w windzie, lub na schodach ewakuacyjnych, wyrzucane byle jak, bez ich segregowania (a przecież mamy już stosowne do tego pojemniki), wreszcie – to czynią najczęściej mieszkańcy wilii!), wywożenia ich do lasu. Do tego niedopałki, puszki, papiery na chodnikach. Bo łatwiej rzucić coś pod nogi, wyrzucić peta za szybę samochodu, niż za chwilę podejść do kosza na śmieci. Podobnie z psimi odchodami. Sprzątanie po swoich pupilach traktujemy jak ujmę na honorze!
Brak wyobraźni? Wygodnictwo, które mści się totalnym śmietniskiem w każdym miejscu, w którym się znajdziemy. Kto zaśmiecił ten park? Jak obrzydliwie brudny jest ten las! TO MY SAMI jesteśmy tego sprawcami.
Jeżeli bardzo się spieszymy i wbiegamy do windy nie czekając na innych, co nam szkodzi włączyć przycisk przywołujący następną kabinę? Jest porzekadło: Nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe. Przypomnijmy więc sobie, co czujemy, gdy ktoś nam
nagle przed nosem zatrzaskuje jakiekolwiek drzwi.
Wyjeżdżając samochodem z garażu, parkingu, z osiedlowej uliczki, znajdując się na ulicy z pierwszeństwem przejazdu, też myślmy o otoczeniu. O pieszych, o drugim kierowcy. Przewidujmy ich zachowania. Korki i kraksy biorą się przede wszystkim z braku przewidywania tego, co może się za chwilę wydarzyć, z braku chęci obserwacji i wyczucia, braku empatii, wczuwania się w drugiego człowieka. Gdy patrzę na zatkane skrzyżowania i widzę te wszystkie samochody, które się tu w ostatniej chwili byle jak wepchnęły… Potem ani w lewo, ani w prawo, ani do przodu, ani do tyłu. Nawet gdy nadjeżdża na sygnale karetka, straż…
W tramwaju, w autobusie należy ustąpić miejsca kalekim, kobietom w ciąży, ludziom starszym. Pomagamy przy wejściu wnieść wózek, większy bagaż, albo w ogóle wejść do wagonu, tym którzy są o kulach, ociemniałym, czy mającym jakikolwiek problem z poruszaniem się.
Rozmowy publiczne winny być stonowane. Bez przekleństw, wulgarnych słów. Bez operowania nazwiskami, ocenami konkretnych osób. Podobnie ze słuchaniem muzyki. To, że mamy wetknięte w uszy słuchawki, nie zwalnia nas od myślenia o innych. Komuś obok z różnych względów (zły stan zdrowia, żałoba, itp.) może nie odpowiadać niosący się z naszego aparatu rytm. Przywróćmy powszechność posługiwania się słowami „proszę” i „przepraszam”. Gdy chcemy wejść w głąb pojazdu, albo przejść do wyjścia z niego, nie taranujmy współpasażerów łokciami i naszym bagażem. W każdej sytuacji, przy każdych drzwiach pierwszeństwo ma osoba wychodząca.
Krzysztof Kieślowski nagabywany swego czasu o nasze wejście do Europy skwitował to słowami: „Wchodząc do Europy, trzeba mieć czyste buty”. Dokładajmy starań do naszego wyglądu, myjmy się, czyśćmy ubranie. W środkach lokomocji miejskiej, ale nie tylko tam, każde niechlujstwo jest bardzo dla otoczenia dotkliwe. Poza tym pamiętajmy: „Jak cię widzą, tak cię piszą”, a więc tak oceniają, tak plasują w życiu. Pierwsze wrażenie jest tym, które rzutuje na ocenę nas przez innych. Zatem, gdy jesteśmy zmierzwieni, gdy cuchnie nam z ust, mamy lepkie dłonie, zadeptane buty, od razu budzimy rezerwę, oddalenie się od nas potencjalnych znajomych, sprzymierzeńców np. w interesach.
Wypada, nie wypada
Nie wypada mężczyźnie proponować przejścia na ty kobiecie. Ta inicjatywa należy zawsze do niej. Proponować przejście na ty może też przełożony podwładnemu, starszy młodszemu. Nigdy odwrotnie. Przejście na ty zobowiązuje, nie wolno łączyć tego, zwłaszcza w pracy, z lekceważeniem zależności służbowych. Wchodząc na przyjęcie, do nowego towarzystwa, wypada przywitać się i przedstawić najpierw kobietom. Wchodzącym do pomieszczeń wypada przepuścić wychodzących. Mężczyźni wchodzący do sklepu, kina, do domu, pracy, windy itp. powinni przepuszczać kobiety, otwierać im drzwi. Wsiadając do taksówki, mężczyzna otwiera drzwi kobiecie, pomaga jej wsiąść, sam wsiada drugimi drzwiami. Mężczyzna kierowca zawsze otwiera drzwi kobiecie, pomagając jej wsiąść do samochodu. W środkach komunikacji mężczyzna, szczególnie młody, zawsze ustępuje miejsca kobiecie, a zwłaszcza starszej lub w ciąży. Nie musi jednak tego wszystkiego robić, jeśli chce uchodzić za prostaka.